Walczak znów opowie Podhale obrazami. Czerwony Dwór szykuje wystawę, która zatrzymuje czas

Walczak znów opowie Podhale obrazami. Czerwony Dwór szykuje wystawę, która zatrzymuje czas

FOT. Urząd Miasta Zakopane

W zakopiańskim Czerwonym Dworze szykuje się spotkanie z twórcą, który całe życie patrzył na Podhale jak na wielką księgę pamięci. Na ścianach pojawią się obrazy, w których obok góralskich chałup stoją symbole historii, wiary i codziennej pracy. To nie będzie zwykła prezentacja malarstwa, lecz opowieść o regionie zapisana farbą, szkicem i kroniką. Wstęp na wydarzenie jest wolny, a sama wystawa ma wyraźny lokalny ciężar.

  • Czerwony Dwór otwiera drzwi dla kronikarza Podhala
  • Malarz, który późno sięgnął po szkło, a trafił do historii regionu
  • Obrazy jak kroniki, w których miesza się historia i wiara

Czerwony Dwór otwiera drzwi dla kronikarza Podhala

W Centrum Kultury Rodzimej w willi Czerwony Dwór w Zakopanem już za chwilę pojawi się ekspozycja poświęcona Zdzisławowi Walczakowi. Wystawa nosi tytuł „Zdzisław Walczak. Kronikarz naszej tradycji” i ma pokazać artystę nie tylko jako malarza, ale też jako uważnego obserwatora Podhala, który przez lata zapisywał jego zmieniający się obraz.

Najważniejsze informacje o wydarzeniu są proste:

  • wernisaż – 27 marca, godz. 17:00
  • czas trwania wystawy – od 28 marca do 23 maja 2026 roku
  • miejsce – Centrum Kultury Rodzimej w willi Czerwony Dwór
  • wstęp – wolny

To propozycja dla tych, którzy chcą zobaczyć Podhale nie tylko jako pejzaż, lecz także jako opowieść o ludziach, obyczaju i pamięci. Właśnie taki ślad zostawił po sobie Walczak.

Malarz, który późno sięgnął po szkło, a trafił do historii regionu

Zdzisław Walczak, urodzony w Zakopanem w 1926 roku, przez całe życie był związany z miastem i okolicą. Nie miał klasycznej ścieżki artystycznej, a jednak z czasem zbudował rozpoznawalny, mocny język plastyczny. Najbardziej kojarzy się go z malarstwem na szkle, którym zajął się dopiero po czterdziestce.

W jego obrazach często pojawiały się sceny z życia górali, postacie Madonny i świętych, a także obrazy bliskie codzienności. To właśnie ten splot sacrum i zwykłego dnia sprawił, że jego prace zaczęły żyć własnym rytmem. Nie były tylko dekoracją. Dla wielu stały się wizualnym zapisem świata, który powoli odchodził w przeszłość.

Obrazy jak kroniki, w których miesza się historia i wiara

Walczak sięgał również po tematy trudniejsze i bardziej rozbudowane. W jego dorobku są odniesienia do Katynia, II wojny światowej, „Solidarności” i pontyfikatu Jana Pawła II. To właśnie te kompozycje sprawiają, że jego twórczość można czytać jak malarską kronikę, a nie tylko zbiór pojedynczych scen.

Na płótnach i szkle pojawiają się wielkie postacie polskiej historii, ale obok nich także zwykli ludzie – pasterze, rolnicy, żołnierze. Równie ważne są stare chałupy, kapliczki i szałasy pasterskie, które artysta utrwalał z wyczuciem i uporem, zanim zniknęły z krajobrazu. Dzięki temu jego prace dziś nabierają wartości nie tylko artystycznej, ale też dokumentalnej.

Walczak nie ograniczał się do pracowni. Przez lata prowadził posiady w Związku Podhalan w Zakopanem i tworzył kroniki tych spotkań, wzbogacając je rysunkami oraz karykaturami uczestników. Był przy tym malarzem, gawędziarzem, snycerzem i muzykantem samoukiem. Taka wszechstronność rzadko zdarza się w jednym życiorysie, a w przypadku Walczaka układa się w wyraźny portret człowieka, który całym sobą trzymał się Podhala.

Wystawa w Czerwonym Dworze ma więc większy sens niż tylko przypomnienie twórcy. To także okazja, by zobaczyć, jak sztuka może bronić pamięci miejsca i ocalać to, co na co dzień znika bez rozgłosu.

na podstawie: Urząd Miasta Zakopane.