W Ludźmierzu świętowano człowieka, który przez dekady spinał Podhale

W Ludźmierzu świętowano człowieka, który przez dekady spinał Podhale

FOT. Starostwo Powiatowe w Zakopanem

W Ludźmierzu tego dnia nie dominowały oficjalne formuły, tylko wdzięczność i pamięć. Benefis Andrzeja Gąsienicy-Makowskiego zamienił się w spotkanie ludzi, którym bliska jest góralska tradycja, praca u podstaw i opowieść o Podhalu widzianym nie z gabinetu, lecz z warsztatu, domu i drogi. W jednej sali spotkały się rodzina, przyjaciele, samorządowcy i działacze stowarzyszeń, a nad wszystkim unosił się ton szacunku do człowieka, który był kowalem, poetą, starostą, posłem i prezesem Związku Podhalan.

  • Wiersz otworzył wieczór, a sala szybko przeszła od ceremonii do wspomnień
  • Rodowe opowieści pokazały, skąd bierze się jego mocny głos
  • Starosta, poeta i góral, który nie odpuszczał pasterstwa

Wiersz otworzył wieczór, a sala szybko przeszła od ceremonii do wspomnień

Za organizację uroczystości odpowiadały Małopolskie Centrum Kultury SOKÓŁ w Nowym Sączu i Starostwo Powiatowe w Zakopanem. Tego wieczoru pierwsze skrzypce zagrała poezja – dedykowany jubilatowi utwór otworzył spotkanie i od razu nadał mu góralski ton, bliski temu, czym przez lata żył bohater benefisu.

„W cieniu turni tany wiatr modlitwy niesie, idzie Jędrek. Krok pewny hyr góralski niesie.”

Autorem wiersza i prowadzącym wydarzenie był Piotr Gąsienica, zastępca dyrektora MCK SOKÓŁ. Dzięki temu całość nie miała sztywnego charakteru akademii, lecz przypominała raczej żywą opowieść o człowieku, którego zna się z działania, nie z samego nazwiska.

Rodowe opowieści pokazały, skąd bierze się jego mocny głos

Maria Krzeptowska-Jasinek przypomniała podczas benefisu, że ród Gąsieniców osiadł w Zakopanem już w 1525 roku, a Andrzej Gąsienica-Makowski jest piętnastym jego przedstawicielem. W tej historii najważniejsza okazała się ciągłość – nie jako muzealny eksponat, ale jako codzienne dziedzictwo, które przez stulecia trzymało się jednego miejsca i jednej pamięci.

„Siedzisz przez 500 lat na jednym placu w chałupie, którą wybudowali twoi przodkowie” – mówiła.

To właśnie taki kontekst sprawił, że wieczór w Ludźmierzu miał szerszy ciężar niż zwykłe wspomnienie. Był opowieścią o rodzinie, która przez wieki nie odrywała się od ziemi, języka i obyczaju, a jednocześnie umiała przekuć je w publiczną służbę.

Starosta, poeta i góral, który nie odpuszczał pasterstwa

W trakcie uroczystości Andrzej Skupień, obecny starosta tatrzański, podziękował jubilatowi za lata współpracy przy promowaniu pasterstwa i kultury Podhala. Podkreślał, że Gąsienica-Makowski potrafił prowadzić rozmowę o sprawach regionu z perspektywy człowieka, który zna je od środka, a nie z urzędowego opisu.

„Andrzej uczył trochę wbrew temu, co mieli zapisane w tych zadaniach powiatowych” – mówił starosta, dodając, że od rozwoju spraw pasterskich zależy także rozwój całego powiatu tatrzańskiego.

Wspominano go jako byłego starostę tatrzańskiego, posła, wieloletniego prezesa Związku Podhalan i człowieka, który konsekwentnie bronił znaczenia tradycji. W rozmowach i wystąpieniach wracał też motyw poezji. Stanisława Trebunia-Staszel przywołała twórczość jubilata i jego tomiki:

  • „Ślebodny Zbyrk” z 1987 roku,
  • „Na Pyrcy z Wybycia” z 2007 roku,
  • „Karpacki Dom” z 2024 roku.

Sam Andrzej Gąsienica-Makowski ujął to najprościej:

„Związek Podhalan to rodzina. Mocna rodzina.”

To zdanie dobrze domknęło sens całego benefisu. Nie chodziło wyłącznie o życiorys zapisany funkcjami i odznaczeniami, ale o człowieka, który przez lata próbował łączyć góralską tożsamość z publiczną odpowiedzialnością. I właśnie za to w Ludźmierzu dziękowano mu najmocniej.

na podstawie: Powiat Zakopane.